Reklama
  • Poniedziałek, 27 lipca 2015 (09:05)

    Gruzja - kraj, z którego nie chce się wyjeżdżać

Gruzji nie sposób nie pokochać. Ma wszystko, czego szuka spragniony wypoczynku (albo przygód) turysta. Piękne różnorodne krajobrazy od Morza Czarnego do pokrytych śniegiem przez cały rok szczytów wysokiego Kaukazu. Ma mnóstwo zabytków, dobrą kuchnię i wino. Do tego Gruzini są narodem gościnnym tak bardzo, że my możemy mieć przy nich kompleksy. Mają też słabość do Polaków. Dlatego wracam tam, gdy tylko mogę.

Reklama

Miałem już szczęście być w Gruzji kilka razy. Odkąd można tam polecieć tanio, zjeździłem ten kraj prawie w całości. Poza trasą, od której większość przybyszów zaczyna – od tzw. Gruzińskiej Drogi Wojennej. Ten liczący około 150 km szlak światową sławę zyskał w 2008 roku, gdy rosyjskie wojska błyskawicznie podeszły nim pod samą stolicę Gruzji, Tbilisi.

A jednak nazwa, wbrew dość powszechnemu mniemaniu, nie odnosi się do tej wojny między Rosją a Gruzją. Drogę zbudowano jeszcze w XIX wieku jako szlak łączący czarnomorskie wybrzeże Gruzji z Władykaukazem – przez górskie przełęcze sięgające niemal nieba (najwyższa na wysokości ponad 2300 m n.p.m.).

Dzisiaj to ruchliwy szlak, którym przebijają się (łamiąc z reguły wszelkie zasady) ciężarówki gnające do Rosji. To droga ulubiona przez turystów, nawet autostopowiczów, bo takich – z Polski! – też tu spotkałem. To także nitka łącząca stolicę z największym gruzińskim kurortem narciarskim, Gudauri.

Droga Wojenna przejezdna jest w całości tylko kilka miesięcy. Zimą przełęcze są zamykane dla samochodów ciężarowych, srogą zimą także dla osobówek. Kiedy przejedzie się nią aż do granicy z Rosją, trudno się temu dziwić. Jej stan, zwłaszcza na końcowych odcinkach, sprawia, że przejazd staje się sportem ekstremalnym. Nagrodą jest całe zawieszenie i wydech auta. Na koszmarnych wybojach łatwo go „zgubić”. A jednak szlak to oblegany i lubiany. Zasłużenie, bo widoki po drodze zachwycają, trudno od nich oderwać wzrok.

Wyjeżdżając z Tbilisi, trzeba koniecznie zjechać do dwóch miejsc dla Gruzinów świętych

To położony na wysokim wzgórzu klasztor Dżwari i znajdujące się vis a vis, po drugiej stronie rzeki Kury miasteczko Mccheta (obiekt na liście UNESCO). Dżwari symbolicznie góruje nad okolicą. Wnętrze kamiennego kościoła jest kameralne, ciemne, poza niedzielami z reguły puste. Sprzyja modlitwie.

Co innego Mccheta, gruzińskie sanktuarium narodowe, była stolica kraju. Obronny (otoczony murami) klasztor Sweti Cchoweli wielkością i przepychem oddaje znaczenie tego miejsca, które jest siedzibą władz Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.

Mniej więcej w połowie drogi na Kaukaz zatrzymujemy się przy twierdzy Ananuri. To miejsce było świadkiem wielu bitew, niewyjaśnionych zabójstw i spektakularnych rzezi. Dramatyczna historia kontrastuje z urodą okolicy. Kiedy leżący poniżej sztuczny zbiornik wodny wypełnia się wodą, zamek niczym dziób okrętu wcina się w skrzącą się turkusami i błękitami wodę. Nie chce się stąd odjeżdżać! Na horyzoncie widać już ośnieżone szczyty, ku którym zmierzamy. Jeszcze tylko trzeba pokonać najwyższą przełęcz i przejechać odcinek drogi, na którym nie ma... drogi.

Jak tędy przejeżdżają tiry, nie chcę nawet sobie wyobrażać. Dziękuję Bogu za pasy bezpieczeństwa w busie. Bez nich nie utrzymałbym się w fotelu.

Dla mnie końcem drogi jest miasteczko Stepancminda (Święty Szczepan – jeszcze 10 lat temu nosiło nazwę Kazbegi, ale Gruzja przeżywa religijne odrodzenie). Zatrzymują się tu wszyscy, którzy chcą dotrzeć albo do monastyru Trójcy Świętej (Cminda Sameba), albo zamierzają pójść w góry, może na sam liczący ponad 5000 metrów Kazbek. Ja wybieram klasztor, chociaż wycieczka, nawet późną wiosną, może być pełna niespodzianek. Łatwo poślizgnąć się na lodowych płatach, mokrym śniegu albo błocie. Ale wysiłek wart jest poświęcenia.

Klasztor stoi na wysokości 2170 m n.p.m., prawie dosłownie w cieniu majestatycznego Kazbeku. To jedno z miejsc, gdzie ludzie wierzący muszą poczuć bliskość Boga, a niewierzący mogliby się nawrócić. Ma w sobie coś metafizycznego. Poza tym, powtarzam to w Gruzji co krok, jest tu po prostu przecudnie. Ociągam się z powrotem. Chciałoby się zostać tu dłużej, ale muszę schodzić. Na dole czeka stół zastawiony chaczapuri, chinkali (pierożki wypełnione bulionem) i dzbanami wina. I jak tu się oprzeć takim pokusom...

Paweł Zapała

Ile to kosztuje

Najwygodniej i najtaniej dolecimy do Gruzji liniami Wizz Air. Samoloty tej niskokosztowej linii latają po dwa razy w tygodniu z Warszawy (środy i niedziele) i Katowic (poniedziałki i piątki) do Kutaisi. Ceny w podstawowej taryfie zaczynają się już od 159 zł w jedną stronę.

Jeśli planujesz podróż: www.kaukaz.pl www.wizzair.com

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Gruzja | Wizz Air | Nie | Tbilisi | kraj | drogi | droga | Droga | Gruzini | rosj | gruzin | klasztor | Rosji

Zobacz również

  • Pobyt w Parku Narodowym Etosza w Namibii jest niczym oglądanie filmu przyrodniczego na żywo. Tu nigdy nie wiesz, co zdarzy się za chwilę, bo reżyserem jest wyłącznie natura. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.